opowiadanie czeskiego autora

By admin, March 10, 2010 9:19 am

Kasia: Pamiętam opowiadanie chyba czeskiego autora. Chłopak zachęcił dziewczynę
do takiej zabawy: podjeżdżali pod jakiś motel i on zaproponował jej, żeby grała
prostytutkę, a on będzie grał klienta. Pamiętasz może autora? Ona przełamała się
i się zgodziła. I wtedy chłopak zobaczył w niej kompletnie inną osobę, której
nie zaakceptował. Powiedział: No, wiesz, jeśli ty potrafisz być taka, to ja
dziękuję – i pożeglował dalej sam. Wstrząsające opowiadanie. Ona odnajduje w
sobie tę część siebie, która może być prowokująca, i nagle się okazuje…
Andrzej: …że się przestraszył.
Kasia: Me, nie myślałem, że taka jesteś…
Andrzej: Wiesz, jestem zwolennikiem poglądu, że w nas są różne możliwości.
Możemy być bardzo wrażliwymi ludźmi, ale z drugiej strony możemy mieć bardzo
silne psychopatyczne tendencje. Może być w nas dużo odwagi, ale też dużo lęku.
Nie jesteśmy jakoś jednoznacznie ukształtowani. Erich Fromm, autor słynnej
„Ucieczki od wolności” uważał, że każdy z nas ma w sobie coś ze Stalina i coś ze świętego
Franciszka. Także trochę cech pośrednich, oczywiście.
Kasia: Jeżeli jesteśmy pełnią, to pewnie musi być w nas wszystko.
Andrzej: Ale kontakt dwojga ludzi w formie spontanicznej zabawy, w formie
spontanicznego bycia ze sobą, bardzo często umożliwia im dotarcie do różnych
przestrzeni i poznawanie ich. Na przykład to, że twoja dziewczyna z opowiadania
dotarła do takiej przestrzeni uwodzenia i seksu, której być może nie była
świadoma, mogło być dla niej niezwykle istotne.

spontaniczna energia

By admin, March 10, 2010 9:19 am

Kasia: Mówisz o samochodzie…
Andrzej: Właśnie. Po prostu świetnie się potrafił bawić i pokazywać tej, która
była taką dorosłą i odpowiedzialną matką i której się jakoś za bardzo w życiu
nie powiodło, że istnieje taka możliwość, i ona się dała zaprosić w taką
przestrzeń kontaktu. I to wcale nie pozbawiało jej odpowiedzialności, nadal się
przecież zajmowała swoją córką, i to w sposób bardzo dorosły.
Kasia: A nawet się zmieniła. Lepiej się nią zajmowała.
Andrzej: Powtórzę to: w bardzo wielu związkach jednym z poziomów dobrego bycia
razem jest formuła spontanicznej zabawy, spontanicznego kontaktu. Odwołujemy się
wtedy bezwiednie do takiej energii, jaką mają dzieci. I nie jest to tak zwana
dziecinada. Każdy z nas ma w sobie małego chłopca lub dziewczynkę, to źródło
energii, spontaniczności. Zauważ, że ludzie mający poważne kłopoty z sobą,
często wyglądają, jakby urodzili się od razu bardzo poważni, dorośli.
Kasia: A nie odwołujemy się do porad pism, które mówią: Dzisiaj wejdź do domu
bez majtek, albo: Powitaj swojego męża nago. Ale pewnie nie ma też nic w tym
złego, jeśli i tak ludzie się będą ze sobą bawić. Wolno im.
Andrzej: Jeśli taki, że tak powiem, „przepis” z czasopisma toruje ujście pewnej
energii, zachęca do skorzystania z jakiejś spontanicznej energii, to jest w
porządku.

‘żona uśmiechnęła się zadowolona’

By admin, March 10, 2010 9:18 am

Andrzej: Pamiętam, jak gdzieś w jakimś towarzystwie facet powiedział do swojej
żony: Ty to jesteś ciemnota kosmiczna.
Kasia: Ja też to pamiętam. Twoja żona również.
Andrzej: Okazało się, że wszyscy zdębieli, a jego żona uśmiechnęła się
zadowolona. Albo też tajemne kody gestów, znaków, spojrzeń. No, przecież to jest
jasne. Myślę, że kiedy ludzie są na siebie otwarci, kiedy nie są nastawieni na
osiąganie egoistycznych celów, na zdominowanie partnera, lecz są pewni swoich
uczuć i pewni, że są kochani, wtedy mogą sobie pozwolić na rozwijanie całej gamy
różnych gestów, znaków, na badanie, eksplorowanie.
Kasia: Czyli na zabawy i gry?
Andrzej: Tak. Wtedy, można powiedzieć, że ludzie potrafią się też odwołać do
małych dzieci w sobie, do dziecięcego poziomu spontanicznej energii, mogą się
bawić ze sobą, wygłupiać, wyłączyć jakiś system dorosłej kontroli. A to, żeby w związku coś takiego miało
miejsce, jest niezwykle ważne.
Kasia: Żeby mogli sobie pobyć rozbrykanymi dzieciakami.
Andrzej: I to jest strasznie fajne. Wczoraj oglądałem sobie film „Czułe słówka”.
Wydaje mi się, że ten kosmonauta, którego gra Nichol-son, zdobył tę kobietę
właśnie tym…

pewien rytuał w związku

By admin, March 10, 2010 9:18 am

Kasia: No, dobrze prawisz. Ale ja chciałabym, żebyś coś powiedział o takiej grze,
która może przynieść korzyść. Mam na myśli nie gry manipulacyjne, tylko to, co
się osiąga czasami w związku, to znaczy wiadome jedynie partnerom
sekretne znaki
porozumiewawcze miny albo słowa, które tylko oni rozumieją, które tylko dla nich
coś znaczą, i nawet jeśli są oboje na zebraniu zarządu spółdzielni, mogą ich
użyć. I to jest rodzaj tajemnej gry: „ty jesteś dla mnie, ja jestem dla ciebie,
mimo że w tej chwili dzieje się koło nas coś innego albo nudnego, albo
nieprzyjemnego, albo służbowego”.
Andrzej: Żadna książka czy tekst pisany nie są w stanie oddać wielości i
złożoności różnych komunikatów, a już zwłaszcza języka zakochanych. Na to już w
ogóle nie ma szans. Jak ludzie się kochają czy im zależy na sobie, to potrafią
używać języka, który normalnie jest językiem odrzucenia, w ten sposób jeszcze
bardziej się do siebie zbliżają. Powtórzę to, o czym już wspominałem: każdy
związek ma jakiś skrypt, szyfr, pewien rytuał… Twój chłop w towarzystwie daje
ci różne znaki, zrobi jakiś gest, a ty jedna wiesz, o co chodzi.
Kasia: Na przykład przesuwa palcem po szyi lub kciuk kieruje w dół niby cezar po
walce gladiatorów.

Pary wgłębokim kryzysie

By admin, March 10, 2010 9:17 am

Andrzej: Przychodzą nawet takie pary, które są w głębokim kryzysie, ale widzę w
nich duże możliwości, które mogą sprawić, że jeśli jakoś się do nich odwołają,
przestaną grać, będzie to dobry związek. Kiedyś słyszałem, jak Roshi Ku-ong
powiedział, że każdy człowiek, w każdej chwili ma wystarczającą ilość ziemi, na
której stoi i wystarczającą ilość możliwości, żeby być szczęśliwym. Jeżeli
potrafimy je odkryć w sobie, to może tak się stać. Naprawdę, jak się patrzy
obiektywnym, czy może nie tyle obiektywnym co zaangażowanym, okiem na związek,
to nie raz, nie dwa się widzi, że w wyniku gier, które ludzie prowadzą, ginie
gdzieś owa potencjal-ność, giną te możliwości. Na przykład wrażliwi faceci,
którzy boją się, że ich wrażliwość zostanie wyśmiana, stroją się w piórka
gruboskórnych typów…
Kasia: …i wrażliwe kobiety, które chcą by ktoś się nimi zaopiekował, stroją
się w piórka przedsiębiorczych…
Andrzej: Bardzo często dzięki życiu w zgodzie z tym, co się czuje, co się
przeżywa, informowanie o tym partnera, mówienie o tym po to, żeby partner nam
współczuł albo coś nam dał, odkrywają się przed nami jakieś nowe przestrzenie we
wspólnym życiu. W terapii to
szczególnie widać. Kiedy ludzie dochodzą do ściany, decydują się na terapię i
okazuje się, że obok takich tematów, jak pretensje i złości, są też nadzieje i
oczekiwania. Powoli o tym zaczynają mówić, przestają liczyć, że partner się
zmieni, a wtedy wszystko się zmieni, tylko razem wędrują w te trudne rejony, i
okazuje się, że anioł przeleciał – odkrywają się nowe pola kontaktu bycia ze
sobą.